Ż Y C I E N A P O N I D Z I U

Dodane przez Tadeusz Ura, 01 marzec 2016

Ż Y C I E  N A  P O N I D Z I U

W S T Ę P

Busko z przyległymi wioskami leży w tzw. Niecce Nidziańskiej, która z kolei wchodzi w skład Wyżyny Środkowomałopolskiej.

Nieckowata zaklęsłość, usytuowana pomiędzy Wyżyną Krakowsko-Częstochowską a Kielecko-Sandomierską biegnie wzdłuż rzeki Nidy, która stanowi oś hydrograficzną tego regionu.                                                                                                                                           

Położenie geograficzne, gleby oraz klimat i szata roślinna miały zasadniczy wpływ na specyfikę życia ludności tu zamieszkiwanej.                                                                                                                              

Podstawowym zajęciem ludności było od dawien dawna rolnictwo oraz hodowla.

Wprawdzie nazwy niektórych wiosek (Łagiewniki, Szczytniki, Grotniki) sugerują, że parano się tu ongiś wytwórczością, ale młodsze źródła wskazują, że zaniechano tych zajęć z chwilą upadku grodów oraz powstania miast (szczególnie tych zakładanych na prawie niemieckim).

Na losy mieszkańców gminy Busko (używając współczesnej terminologii) obok warunków naturalnych, miały również przemożny wpływ warunki historyczne, nader zmienne i kapryśne.                                            

Bytność w najbardziej gospodarczo rozwiniętej Małopolsce oraz bliskość stołecznego Krakowa, sprzyjały rozwojowi rolnictwa i rzemiosła, o czym świadczą zachowane rachunki królewskie.

W Busku i okolicy zaopatrywano się w mięso wołowe, drób, wędliny, jarzyny, zboże oraz piwo, garnki, sukno a nawet szkło okienne.

Kres dobrej koniunkturze przyniosły wojny, antymiejska polityka szlachty oraz oddalenie się dworu królewskiego, spowodowane przeniesieniem stolicy do Warszawy.                                                                                                                                                            

Etnograficznie Ponidzie wraz z Buskiem należało do Krakowiaków wschodnich, których północna granica sięgała prawie do Morawicy.

Owa przynależność spowodowała uformowanie się regionalnego stroju ludowego, który na wsiach przetrwał bez mała do XX wieku.                                            

Największy wpływ na losy Ponidzia wywarły wydarzenia związane z rozbiorami i stuletnia bytność w Królestwie Kongresowym.

Mieszkańców Ponidzia, osiadłym od wieków w samym sercu Polski, udało się nagle sztucznie podzielić na Galicjaków i Królewiaków, których nową granicą stała się linia Wisły.

Na skutek owego podziału ludność Ponidzia nie ruszając się z miejsca, została przemieniona w mieszkańców pogranicza rosyjsko-austriackiego.

Zabory, a szczególnie ów nieszczęsny podział Małopolan na austriackich i rosyjskich poddanych, zaowocował niekorzystnymi zmianami dezintegrującymi zwarty ongiś region pod względem gospodarczym, etnicznym i kulturowym.                                                                                                           

Perfidna polityka Rosjan, którzy (szczególnie po powstaniu styczniowym) postanowili ściślej odgrodzić swych poddanych od, zażywających więcej swobód Polaków zza kordonu, zmierzała ku utworzeniu tzw. strefy bezpieczeństwa.

Był to 30-kilometrowej szerokości pas ciągnący się wzdłuż granicy z Austrią, gdzie nie sytuowano żadnych zakładów przemysłowych i nie inwestowano w rozwój oświaty.

Społeczeństwo biedne i ciemne miało być bardziej karne i nie podatne do buntu. Rosjanom w dużej mierze to się udało.

Ponidzie stało się szczególnie zacofanym regionem, z przeludnionymi wsiami, rozdrobnionymi gospodarstwami, bez przemysłu, ogromnym analfabetyzmem i niską kulturą umysłową.

Warunki stworzone przez zaborcę nie pozostały bez wpływu na całokształt życia tutejszej ludności.

Porwały się przede wszystkim więzy gospodarcze i kulturalne z Krakowskiem a nie zawiązały się nowe.

Ponidzie utonęło w marazmie, biedzie i beznadziei.                                                                                                        

Ów przydługi wstęp był nieodzowny aby przedstawić w miarę rzetelny (choć niepełny) obraz życia mieszkańców naszego regionu.

S T R Ó J

Przynależność etniczna do tzw. Krakowiaków wschodnich zadecydowała o charakterystycznym stroju, który miał wiele wspólnych cech z klasycznym strojem krakowskim.

Męski strój składał się kolejno z białej koszuli lnianej, zawiązywanej u szyi i rękawów troczkami lub wstążkami a później zapinana była na guziki.

Koszule (szczególnie w lecie) noszono na wypust, czyli na spodnie.

Nieodzownym elementem stroju były gacie, także lniane, lecz nie tak bielone jak koszule.

Gacie były noszone niezależnie od pory roku.

Spodnie szyte były z białego perkalu w czerwone lub niebieskie prążki.

Zimą noszono sukienne portki koloru żółtego lub granatowego.

Spodnie były wpuszczane do butów z cholewkami.

Buty z surowej skóry, czyli juchtu, miały wysoką cholewkę, marszczoną w okolicy kostki.

Posiadały nieodzowne podkówki.

W święto buty „smolono” specjalnym czernidłem.

Na koszulę nadziewano płótniankę, zwaną także górnicą.

W czasie podróży wkładano bundę, czyli mantel z kapturem zwanym dudkiem.

Latem noszono spencery ze stojącym kołnierzem i bez rękawów.

W przeciwieństwie do płótnianek i mantyli, które zapinano na haftki, spencerki były przepasywane pasami, często ozdobnymi.

Głowy nakrywano czapkami rogatywkami koloru amarantowego, obszyte czarnym barankiem.

Latem noszono słomiane kapelusze oraz magierki wyrabiane z białej przędzy wełnianej przy pomocy drutów.

Buscy chłopi nazywali je żarnówkami.

Wierzchnim okryciem były nieodzowne sukmany koloru białego bliżej Krakowa oraz granatowego lub brązowego w okolicach Buska.

Kołnierz w kształcie trójkąta, tzw. suka, spływał na plecy.

Sukmanę zapinano na haftki i przepasywano pasem.

Pasy wyrabiano z niebarwionej skóry.

Były podwójne, tzn. składały się z dwóch warstw: spodniej wąskiej i wierzchniej – szerokiej.

Zdobione były stempelkami i brzękadłami, czyli tenckami.

Równie kolorowy i wieloczęściowy był strój kobiecy.                                                                                                         

Najpierw wkładano białą koszulę haftowaną białą, czerwoną lub niebieską nicią.

Koszule miały przypinane płaskie lub fałdowane krezki.

Na koszule nakładano aksamitne gorsety bez rękawów, u dołu zakończone „ząbkami”.

Gorsety były ozdabiane cekinami, zapinane na haftki lub sznurowane czerwoną wstążeczką.

Nakładano na siebie dwie lub trzy spódnice, u pasa suto marszczone, aby podkreślić bujność kształtów.

Spódnice były koloru czerwonego lub zielonego w kwiaty.

Wierzchnia spódnica była krótsza od spodniej, której obrzeże tworzył ozdobny szlaczek.

Na spódnicę zakładano zapaski pokrywające ¾ spódnicy.

Zapaski zdobiły hafty lub mereżki, a u dołu falbanki z koronką.

W chłodniejsze dni przywdziewano katanki zamiast gorsetów, od których różniły się posiadaniem rękawów, a zamiast ząbków miały fałdziste zakładki.

Obszerniejszymi od katanek były kaftany.

Na ogół chodzono boso lub w drewnianych trepach.

Od święta zakładano obuwie na wysokim obcasie z cholewką sznurowaną, sięgającą do połowy łydki.

Na głowę kobiety zakładały chustki (różnie wiązane), a dziewczęta wplatały we włosy kokardy.

Ozdobą stroju były sznury różnokolorowych korali ze szkła.

Niekiedy przypinano do gorsetów na wysokości barków pęki wstążek.

Męski i kobiecy strój przypomina klasyczny strój krakowski.

Reliktowo utrzymywał się jeszcze na Ponidziu do połowy XX wieku.

Na ogół rezygnowano z niego na korzyść „miejskiej tandety” (perkale, cajgi, baje, kretony, barchany).

Powodów porzucenia tradycyjnych strojów było przynajmniej kilka do najważniejszych należą: stosunkowo wysoka cena oraz coraz bardziej utrwalające się zerwanie z Krakowem jako centrum administracyjno-kulturalnym.

Na uwagę zasługuje fakt, że rezygnując ze strojów krakowskich, nie przyswojono sobie stroju świętokrzyskiego.

Mężczyźni zaopatrywali się w gotowe ubiory standardowe.

Nieodzownymi elementami stroju wieśniaków były buty z cholewami oraz czapki baranice koloru czarnego.                              

Osobnym zagadnieniem jest swoisty etos rolników miejskich, którzy uznając siebie za „lepszych” od chłopów, starali się już wcześniej odróżnić strojem od wieśniaków.

Miejscy rolnicy, zwani gulonami, szybciej zaczęli się upodabniać do obowiązującej mody ogólnopolskiej.                                                       

Echem przynależności do regionu krakowskiego było jeszcze długo ubieranie małych dziewczynek w strój krakowski traktując go jako strój odświętny.

B U D O W N I C T W O

Na Ponidziu przeważało zdecydowanie budownictwo drewniane.

Obok niego, ze względu na brak budulca (nieliczne lasy) oraz wysoką cenę drewna, stosowano jako budulec glinę na tzw. lepianki.

Te ostatnie konstruowano wyplatając ściany z wikliny i oblepiali gliną zmieszaną z sieczką słomianą. Lepianki były maleńkie, przerważnie jednoizbowe, posiadające dwa otwory tzn. drzwi i mikroskopijne okienko.

Dach poszyty strzechą stanowił niekiedy 2/3 wysokości ściany.

Lepianki, wbrew dzisiejszemu wyobrażeniu, były ciepłe w zimie i chłodne w lecie.                                  

Bogatsze, wygodniejsze i większe były chałupy drewniane.

Ponieważ Ponidzie – jako się rzekło – usytuowane było na styku dwóch regionów, wobec czego stosowano różną technikę łączenia belek.

Łączono je na zrąb lub stosowano technikę sumikowo-łątkową.

W zależności od zamożności właściciela, chaty były trójizbowe z sienią pośrodku domu oraz dwuizbowe z sienią wzdłuż ściany bocznej.

Chaty trójizbowe składały się z kuchni, pokoju i ciemnej komory usytuowanej naprzeciwko izb mieszkalnych.

Nierzadko pod wspólnym dachem dostawiano od strony komory jeszcze oborę ze stajnią lub chlewem.

Komora służyła za lamus, magazyn oraz spichlerz.

Domy pokryte były przeważnie słomianymi strzechami, których układaniem zajmowali się prawdziwi fachowcy.

Strzechy, będące wspaniałymi izolatorami ciepła, miały tą podstawową wadę, że były niezwykle łatwopalne, szczególnie te nowo położone, więc nie pokryte jeszcze mchem.

Obok strzech pojawiły się na dachach gonty, które oznaczały zamożność i „nowoczesność” gospodarza.

Pokrycia z blachy, dachówek ceramicznych i papy pojawiły się bardzo późno.                                                                                                                                                                   

Drewniane ściany rzadko były surowe.

Najczęściej pokrywano je warstwą gliny, którą następnie bielono wapnem, niekiedy z domieszką ultramaryny.

Aby glina nie odpadała od drewna, pokrywano uprzednio ściany trzciną lub przybijano ukośnie w jodełkę krótkie listewki.

Bywało, że rezygnowano z gliny na rzecz desek, którymi szalowano ściany, chroniąc je przed bezpośrednim działaniem czynników atmosferycznych.                                                                                                

Na Ponidziu nie wyodrębnił się osobny styl.

Korzystano z różnych doświadczeń, wobec czego wsie nie były jednorodne.

Tylko w niektórych wypadkach (Śladków Mały, Szaniec, Młyny) używano do budowy domów, obór oraz ogrodzeń miejscowego budulca czyli charakterystycznie łupliwego kamienia.

Dzięki temu te wsie wyróżniały się wyjątkową architekturą.

WYSTRÓJ MIESZKAŃ

Chaty na Ponidziu wyposażone były w niewymyślne i nieliczne sprzęty.

W sieni obowiązkowo stały żarna.

W kuchni dominował duży piec, pełniący wieloraką rolę.

Obok tzw. blachy z fajerkami do gotowania, pełnił też funkcję pieca do pieczenia chleba oraz posiadał przypiecek do spania.

Wyposażony był też w otwór, w który wstawiano ugotowaną strawę, aby dłużej była ciepła.

W piecu cały czas żarzył się ogień.                                                                                                                       

Do sprzętów kuchennych należała ława oraz półka z kołkami do wieszania garnuszków.

Rolę wieszaka do ubrania pełnił drążek zawieszony na sznurkach u sufitu.

Stół i stołki dopełniały reszty wyposażenia kuchni.

W kącie stała miotła brzozowa.

Był też tzw. pies do zdejmowania butów.

Na umeblowanie pokoju, będącego zarazem sypialnią i pokojem gościnnym, składały się: łóżka, krzesła, skrzynie na bieliznę oraz – wypierające je coraz powszechniejsze – szafy.

W łóżkach rolę materaców pełniły sienniki wypchane słomą.

Układane też były pierzyny oraz różnej wielkości poduszki.

Zasłane łóżka stanowiły swego rodzaju ozdobę, więc drzemkę poobiednią odbywano przy  stole a spano na ławie lub w stajni.

Firany były rzadkością, za to używano tzw. zazdrostek, czyli zasłon obejmujących dolną połowę okna.

Na ścianach wisiało dużo obrazów świętych.

Wisiało też lustro a pod nim wykonane z kolorowych wiórów serce z kieszonką na grzebień, igły, nici itp. drobiazgi.

W bogatszych domach w pokoju była podłoga, w uboższych – zarówno w pokoju jak i kuchni – zastępowała ją gliniana polepa.

Za oświetlenie służyła lampa naftowa.

Ozdobą pokojów były tzw. pająki czyli przestrzenne, słomiane sześciany przystrojone wstążkami lub kolorowymi bibułkami.

Pająki zawieszano u belek stropowych.

H I G I E N A

Czystość nie była, niestety powszechną cnotą mieszkańców Ponidzia.

Myto się rzadko i pobieżnie tzn. twarz i dłonie.

Kąpano się co najwyżej raz na tydzień; przeważnie rzadziej.

Przeszkodą były trudności techniczne oraz swoiście pojęty wstyd.

Do kąpieli używano drewnianych cebrzyków i balii.

Należało uprzednio nagrzać dużo wody.

Ponieważ oszczędzano na opale, więc kąpiel urządzano rzadko.

Jeszcze rzadziej myto włosy, wobec czego powszechnie występowała wszawica a niekiedy tworzył się z włosów tzw. kołtun.

Po obiedzie, w niedzielne popołudnie powszechną czynnością było iskanie, czyli wyszukiwanie we włosach wszy i gnid, oraz ich niszczenie.                                                                                                                                                   

Dużym wydarzeniem było wielkie pranie.

Odbywało się rzadko, lecz gruntownie.

Wcześniej używano do prania ługu, którego produkowano z popiołu olchowego.

Potem ług zastąpiono bielidłem, czyli węglanem sodu, którego można było kupić w sklepie.

Najpierw w kotle gotowano brudną bieliznę pościelową i osobistą w wodzie, do której dodawano przypominające kawał lodu bielidło.

Wygotowaną bieliznę przenoszono do balii i tam ręcznie, przy pomocy mydła i tary gruntownie ją prano.

Potem następowało płukanie; najpierw w czystej wodzie, a potem z dodatkiem ultramaryny, czyli niebieskiej farbki, po to, by uzyskać niebieskawy kolor białej przeważnie bielizny.

Nie wiedziano co to jest papier toaletowy.

Podcierano się trawą, dużymi liśćmi chrzanu, babki lub łopianu.

Latem załatwiano się na dworze a zimą korzystano z nocników i wiader, które stały w sieni.

Ubikacji przeważnie nie było.

Dopiero ostatni przed wybuchem wojny premier zarządził obowiązkowe posiadanie ustępów.

Przekorni chłopi budowali je, aby nie zapłacić kary, ale, po staremu, nie korzystali z nich.                                                                                                                                     

Mężczyźni golili się raz na tydzień w niedzielę, przed pójściem do kościoła.                                                          

Ubrania chłopskie przesiąknięte były zapachem stajni lub obory.                                                                     

Ten stan rzeczy powszechny był na wsiach jeszcze w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku.

ŻYCIE RODZINNE

Warunki materialne, rodzaj zajęć oraz stan oświaty determinowały życie rodzinne na Ponidziu.

Ponieważ znakomita większość ludzi zajmowała się rolnictwem, wobec czego bycie rolnikiem stało się zajęciem honorowym.

Komornik lub wyrobnik miejski stał w hierarchii dużo niżej aniżeli najbiedniejszy rolnik posiadający zaledwie kilkumorgowe gospodarstwo.                                                         

Wskutek mizernej mechanizacji, większość prac polowych wykonywano ręcznie, wobec czego im rodzina była liczniejsza, tym więcej było rąk do pracy.

Rodziny na Ponidziu były dzietne.

Wcale nie było wyjątkiem, że w jednym domu dochowano się ponad dziesięcioro dzieci.

Kobiety zamężne praktycznie rodziły co roku, przy czym śmiertelność niemowląt była bardzo duża.

Narodziny na ogół wyznaczała pora roku.

Większość dzieci rodziła się na wiosnę.

Dzieci były chętnie oczekiwane, ale także wcześnie angażowane do pracy.

Zaczynały od pasienia gęsi, potem krów a następnie pomagały w pracach na roli (kośba, orka, rozrzucanie gnoju itp.).                         

Nie troszczono się zbytnio o rozwój umysłowy dzieci.

Chłopi na ogół twierdzili, że wystarczy jak potrafią się podpisać, toteż do szkoły posyłano dzieci tylko w zimie, gdy nie było roboty w polu.             

W rodzinach chłopskich większym mirem cieszyli się synowie niż córki.

Rodziny były wielopokoleniowe, co w sytuacji niezwykłej ciasnoty, rodziło różne konflikty.

Źródłem konfliktów było późne przekazywanie rejentalne ziemi dzieciom z bojaźni przed szykanami. Istotnie, starzy ludzie po przekazaniu ziemi spadkobiercom, w wielu przypadkach musieli wynosić się z domu, wybierając żebry.

Niejakim zabezpieczeniem była umowa o tzw. wycug, ale często ją łamano.                          

Społeczności wiejskie były związane ze sobą bardzo ściśle więzami rodzinnymi i towarzyskimi.

Rodzice decydowali o związkach małżeńskich dzieci.

Pretekstem były graniczące ze sobą grunty, przyjaźń przyszłych swatów, rzadko miłość młodych.

Dzieci, będąc całkowicie zależne od rodziców, były im z musu posłuszne.                                                                                                                              

Więzy międzysąsiedzkie utrwalało wzajemne świadkowanie przy chrzcie dzieci.

Skutek był taki, że we wsi cała społeczność była w jakiś sposób spowinowacona.

Mówiono do siebie: szwagrze, bratowo, kumie, kumosiu, swacie itp.

Stosunkowo dużo było pasierbów, sierot oraz macoch i ojczymów.

Z powodów higienicznych była nadumieralność kobiet przy porodach.

Ponieważ mężczyzna sam nie mógł prowadzić gospodarstwa, żenił się powtórnie, co powodowało nieraz konflikty między rodzeństwem przyrodnim.

Losy sierot, pasierbic i złych macoch wielokrotnie opiewały klechdy i pieśni ludowe.                                                                                                                            

Wieś rządziła się swoimi prawami, swoją moralnością i swoiście pojętym honorem.                                               

Równie ścisłe, choć nie w takim stopniu zażyłe, były stosunki wśród mieszkańców miasteczek Ponidzia.

W miasteczkach wyraziście odróżniała się samoizolująca się społeczność żydowska, która rządziła się swoimi prawami.

P O T R A W Y

Potrawy naszego regionu oparte były przede wszystkim na mące, ziemniakach oraz mleku.

Rozdrobnione gospodarstwa oraz bardzo niska wydajność z hektara sprawiały, że żywność stała się symbolem bogactwa i dostatku.

Odżywiano się skrajnie ubogo, tym bardziej, że skromne nadwyżki sprzedawano w mieście aby odłożyć na zakup kawałka ziemi.

Przedmiotem handlu było masło, sery, śmietana, jaja itp.                                                                                                                            

Śniadania codzienne: mleko, bawarka, kawa zbożowa, chleb z powidłami, rzadko z masłem, barszcz biały z ziemniakami, zalewajka, zacierka z rozwodnionym mlekiem, chleb oblany esencją herbacianą i posypany cukrem (przysmak)                                                                                                                           

Obiady                                                                                                                                                                              

Zupy: barszcz biały i czerwony, zalewajka, kartoflanka (fitka) z warzywami i zacierką, kapuśniak, grzybowa, polewka, grochówka, fasolówka. Uwaga: niektóre zupy podprawiano zasmażkami z cebulą; zasmażki były na bazie śmietany, rzadko na smalcu lub maśle.                                                        

Drugie dania: prażucha z okrasą, cukrem lub mlekiem, garus ze śliwek suszonych z kluskami lub ziemniakami, ziemniaki z zsiadłym mlekiem, kasza jaglana ze śliwkami i mlekiem, kluski ze śmietaną i cukrem, kluski z serem, paluszki, kopytka, kacapoły, pierogi z różnymi farszami (ser, ziemniaki, jagody), kluski na parze (pampuchy).                                                                                                         

Za okrasę służyła śmietana przesmażana z cebulą, rzadziej topiona słonina ze skwarkami i cebulą.

Pierogi polewano słodzoną śmietaną.

Za przystawki służyły: mizeria z ogórków (sól i ocet), ogórki kwaszone, kapusta kwaszona, inne warzywa (burak ćwikłowy, marchew) uwaga: najczęściej obywano się bez przystawek.                                                                                                                

Kolacje: chleb z mlekiem, jajecznica (często kładziona na chleb), kasza jaglana z mlekiem, podpłomyki(placki na sodzie pieczone na blasze kuchennej) z mlekiem, pozostałości z obiadu.                

Przetwory i zapasy zimowe: suszone śliwki, powidła ze śliwek, kapusta kiszona w beczce, gruszki ulęgałki i jabłka płonki przechowywane w sianie, grzyby suszone, ziemniaki, buraki i marchew przechowywane w kopcach.                                                                                                                                                      

Potrawy świąteczne: symbolami świąt były placki drożdżowe z rodzynkami i kruszonką, poza tym strucle z makiem lub marmoladą.

Na Boże Narodzenie zabijano świnię, z której robiono kiełbasy, kaszanki, pasztetówkę i salceson.

Ze słoniny wytapiano smalec lub ją konserwowano.

Rzadko wędzono szynki.

Na Wielkanoc objadano się jajkami.                                                                        

Z powyższego wynika, że zarówno asortyment jak również walory smakowe posiłków mieszkańców Ponidzia były gorzej niż skromne.

Rzadko najadano się do syta a na przednówku po prostu głodowano.

Mięso jadano od święta lub przy okazji (przypadkowa śmierć kury lub jej choroba).

Zarówno świnie jak i drób (kogutki) przeznaczano przeważnie na handel.                                         

W mieście starano się jadać przynajmniej raz w tygodniu mięso.

Gotowano rosół z kury oraz na drugie kotlet mielony z ziemniakami i przystawką (buraczki, marchewka). Jedzono więcej warzyw i owoców.

ZAJĘCIA LUDNOŚCI

Uprawa i hodowla

Ponidzie od dawien dawna należało do najgęściej zaludnionych regionów Polski.

Widomym tego znakiem jest wyjątkowo ubogie zalesienie, gdyż każda piędź ziemi potrzebna była pod uprawy.

Trzebież lasów była wynikiem niezwykłego głodu ziemi.

Obok podstawowych roślin zbożowych i warzyw, uprawiano także winną latorośl (Winiary), chmiel (Chmielnik) oraz potrzebny w piekarnictwie, gorzelnictwie i cukiernictwie anyż.

Z czasem zaniechano tych upraw na rzecz czterech podstawowych zbóż (w kolejności: żyto, owies, jęczmień, pszenica) oraz ziemniaków.

Areał tych pięciu roślin wynosił prawie 90% wszystkich upraw.

Na pozostałych gruntach uprawiano proso, koniczynę, grykę, kapustę, konopie, łubin, buraki, len, marchew (szczególnie pastewną), rzepak, oraz na krótko przed wojną tytoń.

Plony były na ogół niewielkie, zróżnicowane bardziej żyznością gleb niż kulturą upraw.                                                                                        

Sadownictwo prawie nie istniało.

Przy domu rosły prymitywne, choć bardzo użyteczne śliwy damachy oraz wiśnie, niekiedy jabłonie i półdzikie grusze.

Przed samą wojną lansowano mocno uprawę morwy dla potrzeb hodowli jedwabników.                                                                                            

Obok uprawy roślin, ważnym czynnikiem w rolnictwie była hodowla.

Hodowano krowy, konie, trzodę chlewną oraz w mniejszym stopniu owce i kozy (te ostatnie szczególnie w miasteczkach).

Dobrze była rozwinięta hodowla drobiu, szczególnie gęsi, które były osobliwością hodowlaną powiatu buskiego.

Poza tym hodowano kury, kaczki, indyki i perliczki.

Niezwykłością była różnorodność ras, a raczej bezrasowość zwierząt i ptaków.

Widać to było szczególnie po widoku krów, koni i kur.

Dopiero na krótko przed wojną zaczęto sprowadzać i rozpowszechniać zwierzęta o optymalnych cechach genetycznych.

Rękodzieło

Teren powiatu buskiego był typowo rolniczy.

Nie zanotowano charakterystycznej dla innych regionów wytwórczości (tkactwo, garncarstwo, wikliniarstwo, koronkarstwo).

Absorbująca czas praca w polu oraz opieka nad zwierzętami, nie pozwalały na zajęcie się pozarolniczą robotą.

Dla zaspokojenia miejscowych potrzeb w poszczególnych wsiach funkcjonowali pojedynczy rzemieślnicy czy rękodzielnicy jak kowale, cieśle, kołodzieje, szewcy, miotlarze, czy wytwórcy pędzli z prosa.

Kobiety przędły wełnę oraz zajmowały się wypiekiem chleba.

Obok usług na zlecenie, niektórzy wytwórcy produkowali seryjnie przedmioty przeznaczone na handel (pędzle, miotły, powrozy, beczki) bardziej skomplikowane zawody (zegarmistrzostwo, krawiectwo, stolarstwo) były na ogół sytuowane w miastach.

Nieodzownymi umiejętnościami na wioskach Ponidzia była sztuka poszywania dachów strzechą oraz lepienie ścian z mieszanki słomiano-glinianej (lepianki).  

Nie odnotowano twórczości ludowo-artystycznej.

W I E R Z E N I A

Jednolita narodowościowo ludność Ponidzia była w przeważającej liczbie katolicka.

Wiara była solidnie zakorzeniona, choć mająca bardziej ludowy niż doktrynalny charakter.

O innych wiarach wiedziano niewiele.

Stykano się z judaizmem, ale traktowano go z lekceważeniem za jego daleko idącą odmienność (ceremonie, modlitwy, święta).

O prawosławiu słyszano od mężczyzn, którzy służyli w wojsku carskim.

Wierzono w świętych i modlono się do nich, prosząc o wstawiennictwo w różnych sprawach.

Szczególnym kultem cieszyli się święci-patroni Polski (Stanisław, Wojciech) oraz Jan (najpopularniejsze polskie imię) i Józef.

Dziewczętom najczęściej nadawano imię Marianna, Anna, Zofia oraz Katarzyna i Jadwiga. Wyjątkowym kultem darzono Matkę Bożą, której szczególną cześć oddawano w miesiącu maju, przede wszystkim w cudownych wizerunkach (Młodzawy, Mirów, Szczaworyż, Stopnica, Wiślica). Widomym objawem kultu maryjnego i religijności w ogóle były pielgrzymki te bliższe (Szczaworyż, Piotrkowice, Pacanów) i te dalsze (Częstochowa, Kalwaria).                                                                                                                                        

Uroczyście obchodzono święta, których w kalendarzu liturgicznym było dużo więcej aniżeli w kalendarzu cywilnym.

Obchodom świąt towarzyszyły dodatkowe ceremoniały, np. polewanie się wodą w drugi dzień Wielkanocy, święcenie wianków w oktawę Bożego Ciała, majenie tatarakiem obejścia w Zielone Świątki itp.                                                                                                                                  

Wielkim mirem cieszył się na wsi ksiądz, który obok posług typowo religijnych, musiał rozstrzygać spory, doradzać lub godzić zwaśnione strony.                                                                                     

Głęboka religijność nie przeszkadzała wierze w gusła, zabobony i wiarę w interwencję sił nadprzyrodzonych, niekoniecznie chrześcijańskich. Istniał cały system zakazów i nakazów obowiązujących od kolebki do grobu.

Dzieciom np. zakazywano surowo pluć na ogień lub wodę.

Kobiecie w ciąży nie wolno było niczego supłać lub zawiązywać, gdyż mogło to spowodować uduszenie dziecka pępowiną.

Unikać musiała poparzenia lub zetknięcia z myszą, w przeciwnym wypadku dziecko urodzi się z czerwoną plamą lub czarnym znamieniem pokrytym szarym włosem tzw. „myszką”.

Niemowlę można było „uchynąć” zaś starsze „urzec” oczyma.

Kończyło się to płaczem lub chorobą.

Dzieci nie wolno było bić miotłą aby nie uschło.

Nie wolno było stawiać kroku nad leżącym dzieckiem, gdyż spowoduje to, że nie będzie rosnąć.                                                                     

Wszystkich obowiązywała gościnność.

Gościa należało nakarmić oraz w razie potrzeby przenocować.

Odmowa czegokolwiek kobiecie spodziewającej się dziecka, powodowało zniszczenie ubrania i bielizny przez myszy.

Złym omenem było rozbite lustro lub piejąca kura.                                                                      

Nie wolno było oglądać konduktu pogrzebowego przez okno, gdyż powoduje to ból głowy.                                     

Na niespodziewane przypadłości jak ból głowy, złe samopoczucie, melancholia itp.

Stosowano tzw. zamawiania, okadzenia, przelewanie jajka nad głową itp., które to czynności wykonywała uznana ze swych umiejętności babka lub owczarz (znachor).

Wiara w uzdrowicielskie umiejętności znachorów przetrwała na Ponidziu do czasów współczesnych, pomimo wzrostu oświaty, ogólnego dostępu do lekarzy oraz interwencji księży, którzy z ambon przestrzegali, że wiara w gusła i czary jest pospolitym grzechem.

G W A R A

Jednym z charakterystycznych wyróżników mieszkańców Ponidzia był ich język.                                               

Ponieważ Ponidzie, podobnie jak cała Kielecczyzna, historycznie i etnicznie należy do Małopolski, toteż jego język mówiony jest zaliczany do dialektu małopolskiego, który ma szereg odmian, w tym także gwarę kielecką.    

Gwara kielecka występuje w dorzeczu górnej Wisły między Podgórzem Karpackim, Górami Świętokrzyskimi i Puszczą Sandomierską.

(gwarze ponidziańskiej poświęcimy osobny materiał)

O B R Z Ę D Y

Wydaje się, że obrzędowość zakorzeniła się na Ponidziu najsilniej.

Zmieniły się pewne ryty oraz sceneria, ale zarówno jakość oraz terminarz pozostały te same.

Obrzędy ludowe dotyczyły świąt oraz uroczystości rodzinnych.

Te pierwsze wyznaczał kalendarz a drugie wymuszały okoliczności (chrzciny, wesela, pogrzeby itp.).                                                                                                                               

Chrześcijańskie święta obok warstwy religijnej (udział w nabożeństwach, procesjach, modlitwach) otoczone były bogatą obrzędowością, której genezy niekiedy trzeba by szukać w czasach pogańskich (pisanki, kupalnocka).                                                                                                           

Okresowi Bożego Narodzenia towarzyszyli kolędnicy wędrujący z szopką lub tworzący grupę tzw. „herodów”.

Choinka przybyła na wieś stosunkowo późno.

Wcześniej na Gody przystrajano izby tzw. podłaźniczkami zawieszanymi u belek stropowych.

Na Trzech Króli święcono kredę, wodę i kadzidło.

Po przyjściu do domu wypisywano na drzwiach poświęconą kredą litery K + M + B i aktualny rok.

Na blasze spalano wonne kadzidło składające się z miejscowych ziół (kocanka piaskowa, jałowiec itd.).                                                                                                                                   

Na Gromniczną święcono świecę, którą należało donieść zapaloną do domu i wykonać na suficie kopciem krzyż.

Świeca ta miała magiczną moc chronienia domu przed piorunami w czasie burzy.                             

W Zapusty wędrował po wsiach przebrany w grochowiny niedźwiedź.                                                                   

W Palmową Niedzielę święcono palmy sporządzane z wierzbowych gałązek pokrytych baziami.

Kotki wierzbowe zerwane z poświęconej palmy i połknięte w całości chroniły gardło od bólu.                            

Wielkanocny śmigus-dyngus został przypuszczalnie zapożyczony ze starego obrzędu pogańskiego i zaadaptowany przez chrześcijański lud.

Polana wodą panna wierzyła, że będzie miała gładką cerę oraz duże powodzenie u chłopców.

Ważnym elementem związanym z Wielkanocą było święcenie pożywienia.

Obok jadła umieszczano obowiązkowo sól, chrzan i ocet – symbole goryczy, którymi nakarmiono Jezusa na krzyżu.                                                                                       

Na Zielone Świątki domy i obejścia majono szuwarami, tatarakiem oraz gałązkami brzozy i lipy.

Dawniej święta te traktowano daleko uroczyściej i obchodzono je w dwóch dniach.

Młodzież obowiązkowo organizowała majówkę, czyli zabawę na świeżym powietrzu.

Owemu świętu, poświęconemu Trzeciej Osobie Boga, część sacrum odebrało skrócenie uroczystości oraz nałożenie się świeckiego święta ludowego.                                                                                                         

Niezwykle uroczyście obchodzono Boże Ciało oraz jego oktawę.

Po procesji wierni odrywali gałązki, które zdobiły cztery polowe ołtarze.

Owe gałązki wtykano następnie w ziemię, aby uchronić uprawy od gradobicia i plagi kretów.

W oktawę Bożego Ciała święcono wianki, które służyły potem jako lekarstwo na niestrawność.                                                                                                               

Jedynym obrzędem obchodzonym nocą była kupalnocka poprzedzająca imieniny Jana Chrzciciela.

Dawniej obchodzono ją bardziej spontanicznie i żywiołowo, ale ze względu na jej orgiastyczny charakter, była zwalczana przez Kościół.

Dziś próbuje się reaktywować ów sympatyczny skądinąd obrzęd. Imieniny Jana Chrzciciela wyznaczały datę bezpiecznej kąpieli oraz zbiór jagód.                                                                                                                                                   

Wesołymi świętami były odpusty odbywające się w parafiach w dniu patrona świątyni.

Nieodłącznymi elementami każdego odpustu byli kramarze oraz karuzela i inne atrakcje.                                             

Elementy zadumy nad życiem doczesnym i wiecznym wprowadzały Zaduszki, które dawniej obchodzono bardziej uroczyście niż Wszystkich Świętych.

Swoistą egzotykę wprowadzali żebracy, którzy tłumnie zjeżdżali się na cmentarze klepiąc mechanicznie swoje pacierze.

Obok obrzędów związanych z rokiem kościelnym, było też wiele związanych z życiem rodzinnym i pracą.

Uroczyście i z zachowaniem ujednoliconego scenariusza organizowano chrzty, wesela i pogrzeby.

Dziś rozszerzono święta rodzinne organizując uczty pierwszokomunijne, związane z bierzmowaniem, osiągnięcie osiemnastu lat i inne.                                               

W dawnych czasach ważną rolę w społeczeństwach wiejskich (i nie tylko) odgrywali dziewosłębowie czyli swaty.

Zabiegi swatów oraz sposób ich traktowania (przyjęcie lub odmowa) były obudowane całym ceremoniałem utartych powiedzeń, gestów i symboli.                                                   

Niezwykłą pozycję w tygodniu zajmowały dni jarmarczne.

Jarmarki to nie tylko transakcje handlowe, ale także spotkania towarzyskie, wymiana wiadomości, rozrywka a nierzadko również wyrównywanie porachunków.                                                                                                                                    

Niezwykle sympatycznym zwyczajem na Ponidziu było tzw. ogrywanie imienin.

Na ogół nie organizowano proszonych imienin.

Dzień solenizanta niewiele się różnił od innych.

Za to starsi, zasłużeni gospodarze a także obywatele miejscy bywali „ogrywani” w tym dniu.

Polegało to na tym, że dwóch co najmniej grajków urządzało przed drzwiami solenizanta swoisty koncert, za który otrzymywali poczęstunek w postaci wódki, zakąski oraz niewielką sumę pieniędzy.                               

Wszystkie prace polowe zaczynano modlitwą lub co najmniej przeżegnaniem się.

Szczególnie ważne były siewy zbóż, sadzenie ziemniaków a potem żniwa i wykopki.                                                           

Zawarowane były też pewnymi znakami, gestami i zaklęciami pewne prace domowe, np. pieczenie chleba.                                                                                                                                                              

Wyjątkową rolę pełniły zimowe wieczory, podczas których kobiety zbierały się na darcie pierza lub przędły na kołowrotkach przędzę.

Były to swoiste spotkania towarzyskie, na których królowały gadki, facecje, opowieści, zagadki i różnorakie krotochwile.

Nie mogło zabraknąć też plotek, bo przed ciekawskimi oczami wiejskich bab nic nie mogło ujść uwadze.

Biernymi uczestnikami tych spotkań byli mężczyźni, którzy zmęczeni całodniową młócką cepami, chętnie odpoczywali w towarzystwie kobiet.

Smutek rzadko gościł w gromadzie.

Było ubogo ale wesoło.

Optymizm czerpano z głębokiego przekonania przekazywanego w pozdrowieniu „Szczęść Boże”. „Dej Panie Boże” – z równą ufnością odpowiadano.

Z A K O Ń C Z E N I E

Niepełny i uproszczony obraz życia mieszkańców Ponidzia pokazuje dobitnie, że był to niewątpliwie jeden z najbardziej zacofanych regionów Polski, o którym mówiono z politowaniem, że jest tu „niebo, ziemia i chłopy niemyte”.                                                                                                                       

Peryferyjne położenie, powszechny analfabetyzm oraz niska kultura uprawy i hodowli sprawiły, że pracowało się żeby żyć i żyło się dla pracy.                                                                                                                        

Nie odnotowano charakterystycznej dla tego regionu sztuki ludowej z dziedziny rękodzieła. Jedynie stosunkowo liczne były kapele ludowe, które cieszyły się dużą popularnością.                                       

W latach międzywojennych (przy dużym oporze i sceptycyzmie chłopów) zaczęto lansować uprawę ziół, tytoniu, morwy oraz stosować nawozy sztuczne i wprowadzać nowe odmiany roślin i ras zwierząt.

Oazami nowoczesności były dwory dziedziców oraz rolnicy miejscy (guloni).                                                    

Dla chłopa nadal synonimem szczęścia i dostatku było najeść się do syta.                                                         

Aby przedstawić całokształt życia na Ponidziu, należałoby dokładniej opisać zaledwie zarysowane tematy i uwzględnić także inne, zupełnie nieporuszone.                                                                  

Ów uproszczony i nie obejmujący całokształtu życia obraz powinien znaleźć kontynuatorów w osobach mających kontakt z ludźmi, którzy pamiętają z autopsji czasy pierwszej połowy XX wieku (a jest ich co roku mniej).

Są to ostatnie chwile, aby sporządzić kompletny obraz życia naszych przodków zamieszkujących Ponidzie.

Franciszek Rusak

 

 

 

 

 

 

 

 

 

')

Ta strona używa plików cookies, zapisywanych i odczytywanych z Twojego urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Wszystkie szczegóły na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności