Unijny eksperyment i jego szanse

Dodane przez Tadeusz Ura, 20 luty 2016

Wykłócając się o kolejne rozdziały, które należy zamknąć do końca roku 2002 aby się znaleźć w Unii Europejskiej, wcale nie usiłujemy przewidzieć czy aby owa Unia ma szanse stać się bytem trwałym, czy będzie tylko historycznym meteorem.

Za trwałością przemawia casus amerykański, który udowodnił, że przypadkowy zlepek ludzi o różnej rasie, kulturze, świadomości i religii, potrafił w przedziwny sposób przeistoczyć się w naród amerykański posiadający swą dumę narodową i będący patriotami swojej ojczyzny.

Odrębność rządów, praw i przepisów stanowych nie przeszkadza podporządkowaniu się jednej, ogólnopaństwowej idei panamerykańskiej, tworzącej rzeczywiste a nie urojone Stany Zjednoczone.

Stara Europa, bogatsza wprawdzie w historię i kulturę, pozazdrościła młodym Stanom Zjednoczonym pozycji mocarstwowej na polu ekonomicznym i militarnym.

Powstał zatem projekt zjednoczonej Europy, trochę na wzór USA.

Czy ten śmiały skądinąd eksperyment ma szansę się powieść?

Amerykański precedens podpowiada, że tak.

W stawianiu pewników jednak należy być ostrożnym.

Wszak Europa to nie Ameryka.

Europa to nie tylko kolebka kultury i cywilizacji, ale również źródło kolonializmu, rasizmu i totalitaryzmu.

To prawda, że wydała Arystotelesa, Leonarda da Vinci, Kopernika, Newtona i Ensteina, ale także Torquemadę, Corteza, Hitlera i Stalina.

Europa to nie tylko kolebka świętych, ale także rozsadnik herezji, nietolerancji, wojen religijnych oraz fanatycznych nacjonalizmów, których ogniska jeszcze się żarzą (Baskowie, Irlandczycy, Bałkańczycy).

Panaceum na te wszystkie bolączki ma być zjednoczenie i zrównanie wszystkich narodów Europy w jedno.

Utworzenie Unii Europejskiej w obecnym kształcie zda się potwierdzać tezę wizjonerów, że ten eksperyment może się udać.

Niestety, są i przeszkody: różny poziom ekonomiczny, cywilizacyjny i państwowotwórczy.

Poza tym obywatele Europy Zachodniej wiedzą często więcej o Afryce i Azji (dawnych swoich koloniach) niż o Europie Wschodniej, co rzutuje na politykę imigracyjną poszczególnych krajów; często – niestety – błędną i bez wyobraźni, bo udzielają np. pozwoleń na sprowadzanie z obcych kulturowo krajów tzw. taniej siły roboczej, a przyjeżdżają po prostu ludzie ze swoimi przyzwyczajeniami, kulturą, obyczajowością i religią, co powoduje różnorakie i nieprzewidziane konflikty.

A te w pojedynczych wypadkach mogą doprowadzić do obstrukcji całego układu, który za podstawę przyjął jednomyślność.

A co to jest jednomyślność to my Polacy wiemy z czasów, gdy obowiązywało liberum veto.

Czy Unia potrafi w porę wypracować mechanizmy, które nie dopuszczą do sytuacji, aby jedno państwo członkowskie dla swojego widzimisię storpedowało z trudem osiągnięty konsens?

Przykład Austrii jest groźnym ostrzeżeniem.

Czy warto zatem zabiegać o przynależność do związku o tak kruchych podstawach?

Warto, a nawet trzeba, bo jest to najsilniejsza w Europie i bardzo znacząca w świecie wspólnota gospodarcza, która swą siłą może obdzielić nowe państwa, ale także zmusić niepokornych.

Ktoś powie, że w takim układzie nie ma mowy o pełnej niezawisłości i ... będzie miał rację.

Musimy dziś płacić frycowe historii za nasze grzechy, które sprawiły, że posiadając drugie co do wielkości państwo Europy, potrafiliśmy go roztrwonić swoimi własnymi rękami.

Więc trzeba teraz mieć nadzieję, że Polacy będą zdolni wnieść do Unii tę mądrość, którą zdobyli przez wieki, aby nie popaść wraz z nią w tarapaty.

Jeśli będziemy mądrzy, możemy odegrać w Unii znaczącą rolę, nie tylko jako biorcy, ale także jako dawcy.

2001 r. Oberon (Franciszek Rusak)

Ps. Ten tekst napisany został 15 lat temu, gdy z nadzieją oczekiwałem wejścia do Unii Europejskiej.

Wierzyłem we wspólnotową mądrość Polaków, którzy nauczeni doświadczeniem, potrafią zachowywać się przyzwoicie.

Niestety ostatnie poczynania naszych rządzących nie nastrajają optymizmem.

Skąd u nich zrodziło się takie przekonanie, że wszystkim możemy grać na nosach?

„Cokolwiek robisz, trzymaj się Stanów Zjednoczonych".

Tę maksymę warto wcielić w życie, w przeciwnym wypadku pozostanie nam wleźć znów w łapska Rosji.

A tam nie ma miejsca na dyskusję.

Tam nam uzmysłowią: „Nie umiesz, to cię nauczymy, nie chcesz, zmusimy".

A w końcu skonstatujemy:

„W dupę nam dali,

my krzyczeli, my płakali

ale na to żeby oddać

my za mali".

To pęd ku śmierci i samozniszczenia, tępienie dobra wśród swoich, by nie mieć w stadzie nikogo lepszego od siebie.

20 lutego 2016 r. Franciszek Rusak

')

Ta strona używa plików cookies, zapisywanych i odczytywanych z Twojego urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Wszystkie szczegóły na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności