Turystyka – wspólna sprawa

Dodane przez Tadeusz Ura, 16 grudzień 2015

Wydaje się, że w naszym regionie wreszcie zdano sobie sprawę z tego, że turystyka może być znacznym źródłem dochodu.

W efekcie stawia się pierwsze kroki, które bardziej przypominają chwiejne stąpania rocznego malucha niż twarde kroki wytrawnego piechura, który wie dokąd zdąża.

Ale dobre i to.

Bez pierwszego kroku nie można zrobić drugiego i następnych.

To prawda, że już najwyższy „czas na Ponidzie”, bo zasługuje ono na większe niż dotąd zainteresowanie.

Region nasz posiada bogatą historię, liczne zabytki architektury oraz niezwykle ciekawe okazy przyrody ożywionej i nieożywionej. Mimo tego trudno będzie – póki co – namówić większą ilość turystów do przyjazdu na nasz teren, choćbyśmy kusili ich nawet najbardziej kolorowymi folderami i przewodnikami, bez zabezpieczenia przyzwoitej i nowoczesnej bazy.

Pewnym rozwiązaniem jest rozwijająca się na szczęście agroturystyka, którą należy wspomagać wszystkimi siłami.

Zanim jednak powstanie na Ponidziu wygodna, funkcjonalna i – w miarę zróżnicowana cenowo – baza turystyczna, trzeba – nie zasypiając gruszek w popiele – robić co się da w kierunku rozwoju turystyki.

Najpierw należy uzmysłowić sobie, że na Ponidzie nikt na krótko nie przyjedzie, aby ujrzeć jeden lub dwa zabytki, które poza atrakcyjnością mają jeszcze tę cechę, że są  rozproszone.

Aby je „zaliczyć” w większej ilości, należałoby poświęcić im kilka do kilkunastu dni, czyli trzeba tu zamieszkać, a bazy – jak na razie - nie ma. I tu należałoby zastanowić się jak rozwiązać swoistą kwadraturę koła w istniejącej rzeczywistości.

A rzeczywistość nie jest łaskawa dla regionu, który jest zatomizowany (cztery powiaty i kilkanaście gmin) oraz nierówno obdzielony obiektami zabytkowymi.

Przez lata, penetrując nasz region, doszedłem niemal do pewności, że najlepszą formą  zwiedzania Ponidzia są krótkie, jedno, dwu lub trzygodzinne wypady w określone miejsca.

Można takowe zaaranżować w ścisłym  porozumieniu Buska, Pińczowa, Kazimierzy Wielkiej, Staszowa, Chmielnika. Busko posiada nieźle rozwiniętą bazę noclegową a z kolei ziemie sąsiedzkie obfitują w atrakcyjne obiekty zabytkowo – turystyczne.

Potencjalnymi zwiedzającymi region należałoby uczynić buskich kuracjuszy, którzy są chętni zwiedzić region krótkimi etapami.

W wyniku wielokrotnych rozmów z kuracjuszami wnoszę, że taki rodzaj zwiedzania odpowiadałby im najbardziej, szczególnie w sezonie od późnej wiosny do wczesnej jesieni.

Gdyby ktoś pokusił się skoordynować prace ponidziańskich organizatorów turystyki, to efekt byłby murowany.

Na bazę wypadową proponowałbym Busko, w którym mieszkają i pobierają zabiegi  kuracjusze przyjezdni z różnych stron kraju a nawet z zagranicy.

Właśnie oni spragnieni są atrakcji, które dostępne są na wyciągnięcie ręki, a przechodzą im koło nosa, bo nie ma się tym kto zająć.

Są owszem organizowane bliższe i dalsze wycieczki, ale one są innego charakteru.

Tutaj potrzebny jest specjalny pojazd z kierowcą-przewodnikiem, który o określonej godzinie wyjeżdżałby w różne strony Ponidzia przekazując po drodze wiadomości o mijanych obiektach i zatrzymując się w co atrakcyjniejszych miejscach.

Kolejną, bardzo ważną sprawą jest nieodzowny kontakt z kurią lub poszczególnymi dekanatami i probostwami.

Nie może na dłuższą metę istnieć sytuacja, że nawet najbardziej zabytkowe kościoły są na ogół niedostępne, z wiadomych przyczyn.

Gdyby  rozwiązać dostępność  do zabytków w całym regionie, to ułatwiłoby turystom poznanie atrakcyjnych miejsc, które nie ustępują pięknością, wystrojem i historią najsławniejszym polskim świątyniom i nie tylko.

Wyprzedzając proponowane rozwiązania organizacyjno-techniczne, opracowałem kilkanaście kilkugodzinnych tras, które  mogłyby być doskonale wykorzystane do organizowania krótkich lecz bardzo atrakcyjnych wycieczek.

Powiadam – nikt specjalnie nie przyjedzie ze Szczecina, Rzeszowa czy Wrocławia do Chrobrza , Młodzaw, Kurozwęk, Rytwian czy Bejsc.  

Za to chętnie przyjedzie do Buska na kuracje, a będąc już tu, chętnie zwiedzi wymienione i jeszcze inne miejscowości naszego regionu.

To rozwiązanie wydaje się być idealne, pod warunkiem wykazania się maksimum dobrej woli, zrezygnowania z tak bardzo nękających nas indywidualnych ambicyjek oraz zrozumienia, że duży może więcej.

Zamiast więc kręcić się w miejscu, zrozummy właściwe znaczenie hasła: ”Turystyka – WSPÓLNA sprawa”, nie buska, pińczowska, kazimierska, staszowska lecz wspólna.

Franciszek Rusak

Ps. Tekst ten powstał przed kilkunastu laty za czasów urzędowania burmistrza Piotra Wąsowicza.

Nie spotkał się jednakowoż z zainteresowaniem, bo myślano, że można uczynić z Buska potęgę turystyczną dysponując Szańcem, Szczaworyżem, Dobrowodą i kościółkiem św. Leonarda w Busku. 

Uważam, że mimo upływu kilku lat, tekst nic nie stracił na aktualności.

Chyba tylko to, że coraz więcej kuracjuszy przyjeżdża do Buska własnymi środkami transportu.

Mogą zatem zwiedzać sami co atrakcyjniejsze miejsca Ponidzia uzbroiwszy się przedtem w dobre przewodniki i mapy.

Polecam przewodnik M. Jureckiego „Ponidzie” i mapę o tym samym tytule wydawnictwa „Compass”.

Ps2.

I to jest mój głos w dyskusji o rozwoju turystyki, o której dyskutowano 14 grudnia br. w BSCK. F.R.

                                                                                               

')

Ta strona używa plików cookies, zapisywanych i odczytywanych z Twojego urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Wszystkie szczegóły na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności