Tajemnice słynnego sanatorium z Buska.

Dodane przez Tadeusz Ura, 08 maj 2015

Niezwykła historia Bristolu i zdjęcie po odbudowie

Niezwykła historia znanej willi i sanatorium w Busku Zdroju. By ją poznać, nowi właściciele, Dorota i Tomasz Tworkowie pojechali do Izraela, do potomków byłego właściciela.

W Busku Zdroju, w starym hotelu Bristol powstaje najnowocześniejsze sanatorium Art.& SPA. Jego właściciele, kieleccy przedsiębiorcy Dorota i Tomasz Tworkowie zadali sobie trud by poznać jego losy, w tym celu pojechali do Izraela, spotkać się z potomkiem właściciela, Baruchem Zukermanem. Piękny secesyjny budynek Bristolu wzniesiono w Busku pod koniec XIX wieku. Hotel położony tuż obok parku zdrojowego, przy promenadzie wiodącej do rynku był jednym z najbardziej atrakcyjnych w mieście.

Przed wojną

Towarzystwo Miłośników Buska podaje, że od początków lat 20. XX wieku, willa „Bristol" była wynajmowana przez Ministerstwo Spraw Wojskowych , pensjonat w niej prowadziła także przez pewien czas matka znanej śpiewaczki operowej Krystyny Jamroz, Marianna. Stało się tak, ponieważ Zakład Ubezpieczeń Społecznych przejął za długi ojca Krystyny Jamroz wille „Krystyna" i „Zofia". Pani Jamroz prowadząc w Bristolu pensjonat dla kuracjuszy zarabiała na utrzymanie rodziny.

W 1928 roku Bristol został kupiony przez rodzinę Zukermanów (pisanych także jako Cukiermanów), do których należały nieruchomości po tej samej stronie alei Mickiewicza: od parku aż do dzisiejszej siedziby policji. Do nich należały także inne pensjonaty „Trzy Róże", „Wersal". Hotel został odnowiony a nowy właściciel założył imponujący ogród, który ciągnął się na północ od Bristolu aż na Byczą Górę. Opiekował się nim Roman Galus.

Ukrywał się w...hełmie wieży?

Ojciec Barucha Zukermana, bardzo dobry i znany buski sportowiec, przed wojną studiował w Wiedniu. Po powrocie do Buska zarządzał willą Bristol aż do wybuchu wojny. Niemcy zlikwidowali hotel a w willi zakwaterowali swoich pracowników, mieszkania otrzymali tutaj żandarmi. Jednak to właśnie w tym budynku a w sytuacjach zagrożenia w kopule zdobiącej secesyjną fasadę miał ukrywać się właściciel: Erzil Zukerman. Według słów jego syna ojciec działał w partyzantce.

– O przechowywaniu Cukiermana w hełmie wieży słyszałem wielokrotnie, ale nie bardzo dowierzam – mówi Franciszek Rusak, jeden z członków Towarzystwa Przyjaciół Buska. – To chyba nie było możliwe, bo wieżyczka nie była ocieplona i zimą on by tam po prostu zamarzł. Osobą, która uratowała Zukermana był oddany pracownik Roman Galus, ten który zajmował się ogrodem.

Tak czy inaczej, Zukerman wojnę przeżył. Administratorem willi „Bristol" był wówczas Włodzimierz Sorzon pochodzący z Wiednia. Jego żona Irena Sorzonowa była przed wojną śpiewaczką w Operze Wiedeńskiej i to u niej uczyła się śpiewu Krystyna Jamroz.

Ucieczka

Po wojnie zaproponowano Erzilowi Zukermanowi kupno willi, której był właścicielem. Miał zapłacić około 5 tysięcy złotych i bardzo go to obruszyło, odmówił gminie. Ta z kolei znalazła możliwość i wywłaszczyła Cukiermanów, którzy w 1946 roku musieli uciekać z Polski. Jechali przez Austrię, w której przed wojną studiował Erzil, tu przyszedł na świat syn Baruch. Już we trójkę, z dzieckiem na ręku pieszo przez Alpy dotarli do Włoch a stamtąd statkiem do Izraela.

Matka Barucha pochodziła z Kielc. Przed wojną studiowała w Łodzi fotografię i wojnę przetrwała na fałszywych papierach. Dwie przyjaciółki pomogły jej w ukryciu żydowskiego pochodzenia, dzięki czemu mogła legalnie pracować w laboratorium fotograficznym, w którym Niemcy z Łodzi wywoływali swoje zdjęcia. Ona zawsze robiła jedną dodatkową kopię. Zdjęcia gromadziła i ukrywała a kiedy po wojnie Zukermanowie zmuszeni byli opuścić nasz kraj, zabrała tylko jedną walizkę – pełną tych zdjęć. Po latach przekazała je do Muzeum Holocaustu Yadvashem. – Baruch opowiadał, że jako dziecko bawił się tymi zdjęciami jak kartami, oczywiście bez świadomości ich znaczenia – mówi Dorota Tworek.

Wspólne myśli

Tworkowie Bristolem zainteresowali się a właściwie to ich próbowano zainteresować 10 lat temu, kiedy w Busku prowadzili jakąś budowę. Do tego czasu Bristol przechodził różne koleje losu. Po wojnie nadal były w nim mieszkania komunalne, potem sanatorium. W latach 70 dobudowano szkaradną stołówkę. Potem niszczał a o zwrot upomnieli się spadkobiercy dawnych właścicieli. Tworkowie Bristolem zainteresowali się na serio, kiedy ci, którzy odzyskali postanowili zrujnowany budynek sprzedać.

– Jego atutem była fantastyczna lokalizacja, secesyjny charakter fasady – mówi Tomasz Tworek.

Spadkobiercom zależało, by to wszystko utrzymać, bo obiekt nie został zrównany z ziemią. My też uważaliśmy, że trzeba przywrócić jego blask, może dlatego szybko doszliśmy do porozumienia.

Tworkowie zaprojektowali najnowocześniejsze sanatorium w Busku, ma ono oprócz tradycyjnych buskich zabiegów proponować także unikalne w Polsce na przykład zabiegi w komorze próżniowej.

Warunki w całym obiekcie rozbudowanym o basen mają być komfortowe.

Do dyspozycji gości będzie nawet plaża z barem i jacuzzi na dachu.

Podziemny parking, restauracja czy winiarnia w piwnicach to kolejne atrybuty jednak najważniejszy ma być unikalny charakter tego miejsca. Sanatorium nazywa się art&spa i oprócz zabiegów poprawiających zdrowie i urodę będzie proponować także kontakt ze sztuką: wystawy, koncerty, spotkania.

Ożywiony i przywrócony zostanie ogród w którym stanie kolekcja rzeźb, bo Dorota i Tomasz Tworkowie to nie tylko przedsiębiorcy, ale także kolekcjonerzy dzieł sztuki.

Odwiedzający Bristol goście będą mogli skorzystać z tej pasji właścicieli. Otwarcie sanatorium już w czerwcu.

Autor: Lidia Cichocka

')

Ta strona używa plików cookies, zapisywanych i odczytywanych z Twojego urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Wszystkie szczegóły na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności