Stąd nasz ród - Dynastia Buskich Restauratorów

Dodane przez Tadeusz Ura, #saturday201585

Mija kilkadziesiąt lat od chwili, gdy w zachodnim skrzydle buskiego sanatorium "Marconi" otworzyła swe podwoje ekskluzywna restauracja.

Jej właścicielem był Stanisław Ura, świeżo osiadły w "mieście wód" restaurator.

Stanisław

Państwo Stefania i Stanisław Ura przybyli do Buska w 1925 roku wraz z synami Józefem i Antonim.

Z pokaźnym zapewne kapitałem, skoro pierwszy krok w gastronomicznym biznesie postawili od razu na najwyższym stopniu.

W owych latach restauracja "Marconi" była lokalem w niczym nie ustępującym najprzedniejszym placówkom w kraju.

Zarówno w zakresie proponowanych przez kuchnię potraw, różnorodności serwowanych trunków, jak i dobrze rozumianej rozrywki.

W latach dwudziestych i trzydziestych ściągała do Buska-Zdroju śmietanka towarzyska z metropolii , " grube" ziemiaństwo, oraz różnego autoramentu finansjera.

Było wśród kuracyjnych gości sporo ludzi borykających się z różnymi niedomaganiami zdrowotnymi, ale w sezonie letnim procent ludzi chorych malała na korzyść osób żądnych rozrywki, przygód i wrażeń.

Żony właścicieli wielkich bankowych kont przyjeżdżały z reguły samotne bądź w towarzystwie własnych pokojówek. Ich mężowie w wielkich miastach mogli poświęcić więcej czasu interesom i odetchnąć nieco od małżeńskiej szarzyzny.

Rosły im zatem pospołu-stany bankowych kont i ... przyprawiane w Busku rogi.

W letnie, bowiem wieczory, na podryw, tańce i swawole przyjeżdżali bryczkami do Buska okoliczni posiadacze ziemscy, niejednokrotnie dotkliwie dotknięci chorobą alkoholową.

Do dziś żyje pod Buskiem pewien stangret , który późnymi wieczorami regularnie przywoził swojego Jaśnie Pana w towarzystwie kuracjuszki/ek/do majątku później kilkakrotnie w ciągu nocy "obracał" do Buska po alkohol.

Rankiem zaś odwoził panią kuracjuszkę do wód. I dobrze się stało-mawia sędziwy stangret-że wojna wybuchła , bo cały majątek poszedłby wniwecz.

Wracając do lokalu, to wymagania klienteli były z reguły bardzo wyszukane i pan Stanisław musiał swoją ofertą sprostać im z nawiązką.

Tym bardziej, że konkurencja na rynku usług gastronomiczno-rozrywkowych była ogromna.

W Busku-Zdroju przednie lokale prowadzili, bowiem zamożni Żydzi, którym nie bardzo w smak było dzielić się groszem z "jakimś Polaczkiem z Galicji".

Koszernych stołów było wiele /lokale : Cukermana, Sylmana, Baranisza, Bernsztajna i in./, ale schabowy z kapustą i ziemniakami u Stanisława Ura był jedyny.

W dodatku kuchnia przygotowywała także dania ściśle według zaleceń "medyków"- inne dla konsumentów o podwyższonym ciśnieniu tętniczym, inne dla cierpiących na dolegliwości gastryczne, jeszcze inne dla reumatyków czy alergików.

Posiłki główne zawsze serwowane były przy nastrojowym akompaniamencie muzycznym.

W porze wieczornej zaś, po kolacji, orkiestra kameralna już w pełnym składzie instrumentalnym przygrywała gościom do tańca.

W tym zakresie również nie mogło być mowy o jakichkolwiek "brakach" repertuarowych, gdyż goście obyci niejednokrotnie na paryskich czy weneckich parkietach, rytm i słuch mieli raczej wysublimowany.

W parkowej fontannie tuż obok lokalu pstrągi, szczupaki, liny czy sandacze oczekiwały na obstalunek, a odławianie ich kasarkiem było wyłącznie domeną szefa kuchni.

Ryby tylko na kilka chwil trafiały w ręce kuchcików, którzy w oka mgnieniu je patroszyli, sprawiali tuszki i na powrót oddawali szefowi, aby ten na patelni wyczarował z nich to, czego oczekiwał gość.

Gość, bowiem był świętością największą dla pana pryncypała.

We wrześniu 1939 roku Niemcy usunęli pana Stanisława z "Marconiego".

Mógł prowadzić biznes, ale poza zdrojowiskiem i...prowadził.

Były to: restauracja "Staropolanka" /z dansingiem/ u zbiegu rynku i ul. Chmielnickiej" oraz usytuowana także przy rynku kawiarnia "Mała Czarna" .

W początkach wojny pod zarzutem działalności na szkodę III Rzeszy Stefania Ura została aresztowana i wywieziona do obozu koncentracyjnego w Dachau .

Panu Stanisławowi udało się utrzymać "Staropolankę" do przełomu lat 1944-45.

Domiar nałożony wówczas przez okupacyjne instytucje fiskalne był tak wysoki, że przekraczał możliwości finansowe buskiego restauratora i oba lokale trzeba było zamknąć.

Zanim jednak na drzwiach "Staropolanki" i "Małej Czarnej" zawisły kłódki, w lokalach tych najpierw w charakterze kelnerki, a potem bufetowej, zatrudniona została urocza Stasia Salamonówna, przybyła do Buska z podsoleckiego Zborowa.

Jej urodzie nie oparł się syn Stanisława - Antoś, wykształcony na cukiernika, a na czas wojny "upchnięty" przez ojca do służby w miejscowej straży pożarnej.

Koniec wojny miał dla założyciela dynastii buskich restauratorów dwa oblicza .

Z jednej strony radość ze szczęśliwego powrotu ukochanej żony z Dachau, z drugiej zaś zaciekłe ataki miejscowych ubeków.

Nagminnie pan Stanisław wyprowadzany był z domu, co kilka dni "na dłuższe rozmowy" .

Chłop ongiś na schwał , po każdym spotkaniu z "panami w skórzanych płaszczach" chudł, bladł i z dnia na dzień gasł w oczach.

Prezenty dla "łaknących informacji gości" pochłonęły wszystkie domowe oszczędności.

Ile z tych kosztowności trafiło do prywatnych uzbeckich kieszeni -nie wiadomo. Pod koniec 1945 roku pan Stanisław zamknął powieki na zawsze. Miał 52 lata.

Antoni

Młody cukiernik podjął dzieło ojca w zupełnie odmiennych warunkach rynkowych.

Stalinowski ucisk nie zezwalał na wielkie pole"prywatnego"manewru, ale maleńką pracownię cukierniczą w piwnicach oficyny domu Kałamagów przy ul.Chmielnickiej udało się uruchomić.

Wypieki cukiernicze oraz duże ilości lodów sprzedawał Antoni w cukierence mieszczącej się w domu Juszkiewiczów vis-a-vis"porodówki"/obecnie Galeria BWA "Zielona".

Ogromne ilości lodu w bryłach potrzebne do produkcji lodów, przechowywane były u rzeźnika Tadeusza Wojnowskiego przy ul. Stopnickiej.

Po śmierci Stalina i ten przejaw kapitalizmu zamknięto.

Pan Antoni, aby utrzymać rodzinę /troje dzieci/ podjął pracę sprzedawcy w kiosku MHD/Miejski Handel Detaliczny/.

"Kiosk Antka stał w rynku naprzeciw apteki.

W tym czasie cegła po cegle rósł mały domek przy ul. Waryńskiego, a obok domku-kiosk.

Po nastaniu Gomułki ,MHD zezwolił na uruchomienie sprzedaży artykułów spożywczych w prywatnym kiosku Antoniego.

Oprócz pensji doszło, zatem kilka groszy za wynajem lokalu, czyli budki mniejszej od powszechnie znanych kiosków "z gazetami/kiosk stoi do dziś-przyp.red./.

Po dziesięciu latach kupczenia w "budce" udało się Antoniemu uzyskać zgodę na otwarcie małego zakładu gastronomicznego.

Od tej chwili tradycją buszczan stało się wpadanie "na kufelek do Antka" nie mówiąc już o wspaniałych -schabowych i domowym mielonym.

Personel kuchni , baru i obsługa kelnerka spoczęły w rękach żony i dzieci.

Widok posapującego , brzuchatego Antoniego, pchającego przed sobą wyładowany wiktuałami dwukołowy wózek wtopił się w pejzaż miasta "i takim pamięta Busko tego sympatycznego brzuchacza .

A pracowity nad wyraz był to człowiek-mieszczanie spali jeszcze w najlepsze, gdy ze swym wózkiem sapiąc donośnie przemykał się ulicami.

Gdy ludzie budzili się ze snu, Antoni już przyrządzał kotlety i czyścił pipę do piwa.

Całodzienna harówa, ciągłe problemy z domiarami, podatkami, kontrolami, inspekcjami "bezpieki", zrobiły swoje."Szef" - jak określają go córka i synowie -zmarł na zawał serca w 1980 roku.

Po nim kurek od pipy przejął syn, a wnuk Stanisława:

Tadeusz

Od 1980 roku zakład gastronomiczny przy ul. Waryńskiego nosi nazwę restauracji "Pod-Świerkiem".

Nazwa pochodzi od drzewa rosnącego obok "Antkowego kiosku", a firma rozrasta się imponująco podobnie jak i ten świerk.

Stary dom po gruntownej rozbudowie zmienił się w okazały gmach, w którym oprócz restauracji od 1991 roku funkcjonuje cieszący się dobrą renomą hotel o tej samej nazwie.

Wszędzie wdarła się europejskość, jedynie w restauracyjnej karcie dań nie ma obcojęzyczne brzmiących potraw.

Tu schabowy pozostał schabowym, a domowy mielony - mielonym.

Violetta i Małgorzata

Pan Tadeusz ma już swoich następców , których zadaniem będzie wprowadzenie firmy w XXI wiek.

Konkurencję obecnie córki mają większą niźli pradziadziuś Stanisław, bowiem w ostatnich latach powstało w Busku dziesiątki barów, kawiarń, pubów i restauracji.

Ogólnie rzecz biorąc nie jest źle w" mieście wód", jeśli chodzi o małą, średnią czy dużą gastronomię.

Kudy jej jednak do" wielkiej "-reprezentowanej przez właściciela dynastii Stanisława, który tuż po narodzinach II Rzeczypospolitej przybył tu z rodziną i wypchanym portfelem. Z Bochni.

Narybek Monika

Jak się przyjęło,  interes nie lubi mieć  próżni,  fach przekazuje się z pokolenia na pokolenie .

Obecnie wnuczka Tadeusza Monika pobiera nauki u swojego dziadka. 

Oby takich wzorców było więcej .

Najważniejsza w życiu to TRADYCJA .

 

')

Ta strona używa plików cookies, zapisywanych i odczytywanych z Twojego urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Wszystkie szczegóły na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności

Array
(
)

Tag error : <ion: >

PHP error : Undefined index: HTTP_ACCEPT_LANGUAGE
in expression :
file : /home/realadmin/ftp/tmb.busko.pl/modules/favicon_accbb8.ico(106) : eval()'d code(165) : eval()'d code(191) : eval()'d code(216) : eval()'d code