Kajakarstwo na Ponidziu

Dodane przez Tadeusz Ura, 04 kwiecień 2016

Nida – główna rzeka naszego regionu, który zawdzięcza jej swą nazwę, ma piękną kartę jako miejsce narodzin buskiego kajakarstwa.

Ze względu na brak innych rzek na Ponidziu, Nidę uznano za najważniejszy, najbardziej malowniczy oraz najatrakcyjniejszy szlak wodny.

Nida nie jest rzeką uregulowaną, więc nie ma większego znaczenia komunikacyjnego.

Za to ma przebogate walory turystyczno-rekreacyjne.                                                                                                          

Dostrzegli to już wcześnie buscy działacze turystyczni stowarzyszeni  w PTTK, którzy we wczesnych latach pięćdziesiątych (XX w.) utworzyli Klub Wodny „Nida”.

W tym celu zbudowano stanicę wodną w Nowym Korczynie wykorzystując na jej konstrukcję stare, poniemieckie baraki.

Zaczęto też kompletować sprzęt i oprzyrządowanie do uprawiania turystyki wodnej.

Busko – ubogie w naturalne akweny, nie posiadające pławnej rzeki, zwróciło uwagę na bezpieczną, czystą i zarybioną Nidę.                                                                                                                                           

Organizatorem i prezesem klubu wodnego został p. Ryszard Durnaś, który skupił niebawem wielu chętnych wodniaków.

Leniwie płynąca Nida była jakby stworzona do stawiania pierwszych kroków w kajakarstwie.                                                                                                                                                       

Organizowano spływy jedno i dwudniowe: krótsze Wiślica – Nowy Korczyn i dłuższe na trasie Chroberz – Nowy Korczyn z noclegiem w Wiślicy.                                                                                                        

Na wielorakie korzyści związane ze spływami kajakowymi zwrócili niebawem uwagę wychowawcy z Ośrodka Szkolono-Wychowawczego w Busku, panowie Andrzej Grochowski i Ryszard Nitera, którzy postanowili zorganizować dla  niepełnosprawnych wychowanków jednodniowe rajdy wodne.

Po raz pierwszy wychowankowie OSW ze swoimi opiekunami popłynęli na trasie Wiślica – Nowy Korczyn w czerwcu 1977 roku.

Pomysł był „strzałem w dziesiątkę”.

Wychowankowie ośrodka byli oczarowani spływem, a szczególnie walorami terapeutycznymi, sportowo-rekreacyjnymi i … dydaktycznymi.                                                                      

Malowniczo meandrująca Nida pokonując ciekawy geologicznie i przyrodniczo odcinek, mija historyczne (choć nieco zapomniane) miejscowości o bogatej przeszłości np. legionowe Czarkowy, służebne Kuchary, grodowy Stary Korczyn wreszcie starościański Nowy Korczyn.

Wijąca się wstęga rzeki ujęta w różniące się diametralnie brzegi – prawy wysoki, lessowy, a lewy niski, bagienny – dostarczała wodniakom niezapomnianych widoków.

Flotyllą kajaków dowodzili doświadczeni wodniacy w osobach Edmunda Skowery, Andrzeja Grochowskiego i Ryszarda Durnasia.

Należało wszystkich szczegółowo poinstruować jak należy zachować się w czasie spływu, nauczyć podstawowych wiadomości o wiosłowaniu oraz zaopatrzyć w kamizelki ratunkowe.

Dobra organizacja oraz niezapomniany smak przygody sprawiły, że spływy stały się niezwykle popularne.

Należy obowiązkowo wspomnieć o kulinarnych talentach Andrzeja Gronostaja, który dosłownie z byle czego potrafił sporządzić tak smakowite potrawy, że wszyscy zgodnie zapewniali, iż jeszcze takich smakowitości niejedli.                                                                    

Od pamiętnego 1977 roku odbyto już kilkanaście spływów i biwaków.

Należy mniemać, że będzie ich jeszcze wiele.

Tylko dlaczego młodzież z Buska odwróciła się tyłem do Nidy?

Dawniej chętnych było tak wielu, że nie można było wszystkich zabrać na spływ.

Obecnie obserwuje się niezrozumiałą niechęć do sportu, wyczynu, rekreacji, wspólnie przeżytych biwaków, ognisk, pieczenia ryb.

Nida nadal czaruje swym pięknem i zachęca do kajakowania.

Po drodze rzeka pokaże niezwykłe widoki, a wieczorem i nocą swym szumem opowie o piastowskiej przeszłości, powstańczej epopei i legionowej legendzie.

Warto pokochać naszą rodzimą, wierną rzekę.

„TP” 1996 r.                                                                                                           

Franciszek Rusak

Ps. Obawy, które wyartykułowałem  20 lat temu okazały się nieaktualne.

Po chwilowym zastoju, rzeka znów zaroiła się żądnymi przygód wodniakami.

Spiritus movens renesansu nadnidziańskiego kajakarstwa jest bezsprzecznie Sebastian Motyl, który tchnął nowego ducha w zamierający buski PTTK.

Odrodzenie nie tylko dotarło do Buska.

Nadnidziańskie miejscowości także zmieniły swoje oblicze.

Niemal wszystkie przypomniały i wyeksponowały swoje historyczne walory, które połączone z ciągle nieskażoną przyrodą sprawiają, że zielone Ponidzie jest odkrywaną sukcesywnie Arkadią.

F.R.

')

Ta strona używa plików cookies, zapisywanych i odczytywanych z Twojego urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Wszystkie szczegóły na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności