Dwa Chotelki

Dodane przez Tadeusz Ura, #tuesday2016210

Dwa Chotelki, ale nie Czerwony i Zielony, oba Zielone, te same, ale już całkiem inne.

Mowa o kościółku pod wezwaniem św. Stanisława na wzgórzu w Chotelku Zielonym,  jakby nie było najważniejszym obiekcie w tej  podbuskozdrojowej wiosce, który w ciągu kilku miesięcy zmienił się nie do poznania.

W nadziei na przywrócenie zdrowia , od 2014 roku cztery razy zawitałem na kuracje rehabilitacyjne do Buska Zdroju.

Za każdym razem na niedzielne msze udawałem się  w samo południe właśnie do Chotelka Zielonego.

Po pierwszej wizycie zostałem urzeczony, wręcz oczarowany klimatem tej XVI wiecznej świątyni.

Widać – coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia / spotkania może się zdarzać także w odniesieniu do kościoła.

Nie wiem jak to opisać, bo świątynia jest domem Bożym, więc użycie określenia, że ma „duszę” nie jest chyba najszczęśliwsze.

Ale jak nazwać ten wyjątkowy klimat?

Nie wiem...

Więc poprzestanę może na stwierdzeniu, że w chotelkowskim kościółku jest, moim zdaniem, coś takiego, czego inne świątynie nie mają.

Co zatem takiego?

Choćby kameralność, chociaż ta nie wynika jedynie z ograniczonej, 80-metrowej przestrzeni.

Gdziekolwiek się usiądzie czy stanie, kiedy miejsc  brakuje, do Pana Boga jest bardzo blisko.

I tu nie chodzi nawet o odległość od ołtarza, ceremonialnego miejsca przemiany chleba i wina w ciało i krew Chrystusa.

Po prostu Duch Boży wypełnia szczelnie chotelkowski kościółek.

Ta kameralność pozwala nadto ulec miłemu i nadzwyczajnemu złudzeniu, że uczestnicy niedzielnej mszy stanowią jakby jedną rodzinę.

Rozśpiewaną, na swoją, miejscową nutę; rozmodloną – każdy po swojemu, a jednak w „chórze”, a ostatnio wspólnie zatroskaną o swoją wioskową świątynię, żeby  było w niej tak pięknie jak jest, a może jeszcze piękniej.

Nigdy  nie widziałem, by w kościele odbywał się pozamodlitewny dialog między celebransem i wiernymi.

A w Chotelku Zielonym i owszem.

Przed którąś z mszy na początku 2015 roku, akurat w dniu wyjątkowo mroźnym, w kościelnej kruchcie znalazł się i został zamknięty kot, który niemiłosiernie miauczał.

Można było odnieść wrażenie, że  domagał się wpuszczenia  do środka, a być może także dostępu do swego właściciela.

Zatroskany kapłan zapytał od ołtarza co z tym fantem zrobić, a ktoś powiedział na to, że kotek też stworzenie Boże, więc może go wpuścić.

W końcu miauczący kot został poza świątynią, ale i tak cała ta historia była po prostu piękna.

I zachowała się w pamięci, myślę, że nie tylko mojej.

Albo świeższej daty zdarzenie z 24 stycznia tego roku.

Celebrans czyta – przed „Ite, missa est” (obecnie: „idźcie, ofiara spełniona”) ogłoszenia parafialne, a potem dodaje od siebie pozdrowienia od księdza Adama Dziadka, stale sprawującego mszę w zielonochotelkowym  kościólku, a w tą akurat niedzielę głoszący kazania w kościele pw. Brata Alberta Chmielowskiego.

Dwa slowa „ksiądz Dziadek” , a jaka reakcja uczestników!

Z wielu ust padają prośby o przekazanie pozdrowień  dla ich, jak go nazywają, chotelkowego proboszcza.

Jak jednak wyrażane!

Z dużymi emocjami , z uśmiechami, z radością, z przyjaźnią.

Tak wyraża się pozdrowienia dla kogoś, kto jest bardzo bliski, kogo się nadzwyczaj lubi.

Takiej manifestacji uczuć do coniedzielnego celebransa nie spotkałem nigdzie.

Potem dowiaduję się, że ksiądz Dziadek ma jedynie „postarzające” go nazwisko, bo w istocie jest 44-letnim kapłanem, pracującym w parafii św. Alberta  dopiero od 2014 roku.

Chętnie bym go poznał, bo sympatia z jaką wyrażają się o nim mieszkańcy Chotelka Zielonego wygląda na nadzwyczajne zjawisko.

W maju 2015 roku, kiedy bylem w kościele pw. św. Stanisława wyglądał on  normalnie, tak jak go zobaczyłem po raz pierwszy.

Modrzewiowy zrąb kościółka z niewyodrębnionym prezbiterium, belkowy strop, z czterema belkami o profilach późnogotyckich, renesansowy ołtarz z postacią Patrona, a obok niewysoka późnorenesansowa ambona, gotycki krucyfiks i w kruchcie kamienna, także gotycka kropielnica.

Kiedy byłem w Chotelku Zielonym osiem miesięcy później, w styczniu tego roku, kościółek i po części także jego otoczenie  były nie do poznania!

Po pierwsze dlatego, że do chotelkowskiej świątyni wrócił po latach i – jak słychać – po długiej drodze, najcenniejszy jej zabytek – późnogotycki drewniany tryptyk Męki Pańskiej namalowany na początku XVI wieku.

Po pracach restauracyjno – renowacyjnych odzyskał swój pierwotny blask.  

I jaki jest piękny.

Na razie wisi na ścianie przeciwległej do wejścia, ale – jak dowiaduję się potem od ks. prałata Marka Podymy, proboszcza parafii św. Brata Alberta w Busku Zdroju – zostanie umieszczony w miejscu głównego ołtarza.

To najważniejsza zmiana, ale nie jedyna.

Ławki nowe albo restaurowane, nadto z wygodnymi tapicerskimi poduszkami, nowe chodniki, a pod stropem gęsto rozmieszczone promienniki ogrzewające kościółek.

U św. Stanisława w Chotelku Zielonym zrobiło się pięknie, ciepło i swojsko.

A ludzie jakby złapali dodatkowy wiatr w żagle, śpiewają jeszcze piękniej, a i modlą się żarliwiej.

A co najważniejsze – uczestników podczas przedostatniej styczniowej mszy świętej bylo znacznie więcej niż moja pamięć zanotowała.

Wszystkie miejsca zajęte, a nadto wiele osób stało.

Za niedługo, pnącą się do góry drogę do kościólka będzie można pokonać po wygodnych, nowych stopniach. 

Teraz trzeba trzymać się mocno poręczy, bo wyboiste, nierówne kamienie grożą, zwłaszcza zimą, zwichnięciem kostki.

Pierwsze stopnie są już zrobione.

Ksiądz prałat Podyma chwali mieszkańców Chotelka Zielonego za ofiarność.

Sam też znalazł drogę do unijnych pieniędzy, a i otworzył szeroko parafialną kasę.

Chwała mu za to!

Na kurację do Buska Zdroju przyjadę zapewne jeszcze nie raz, do Chotelka Zielonego na pewno też zajrzę, a jeśli Towarzystwo Miłośników Buska Zdroju wpuści mnie znowu na swoją stronę internetową – chętnie zdam kolejną relację.

Paweł Popiak

')

Ta strona używa plików cookies, zapisywanych i odczytywanych z Twojego urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Wszystkie szczegóły na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności