31 maja – Dzień bez Tytoniu

Dodane przez Tadeusz Ura, #friday201667

„Smrodliwe ziele, o ziele śmiertelne,

Tyś nad zaduchy smrodliwsze piekielne,

Nad arszeniki, : twój dym szkarady

Przechodzi zmyślnych aptek włoskich jady!

Niech ci dziewczyna luba przed tą wonią

Umknie ust i twym zasłoni się dłonią,

I w najgorętszej na łóżku potrzebie

Leży z daleka i zadkiem do ciebie”.

Jan Andrzej Morsztyn

Rośliną, która zrobiła w świecie fantastyczną karierę, jest sprowadzony z Ameryki tytoń.

Do Europy przywiózł go towarzysz Krzysztofa Kolumba, niejaki Rodrigo de Jerez.

Półwysep Iberyjski stał się tym samym rozsadnikiem tytoniu dla Starego Świata.

Z Portugalii przywiózł do Francji na dwór Katarzyny Medycejskiej sadzonki tytoniu ambasador francuski w Lizbonie Jean Nicot.

Od jego nazwiska powstał termin „nikotyna”.

Znad Sekwany tytoń rozpoczął swą ekspansję na Europę i Bliski Wschód, przy czym inaczej używano go w krajach europejskich a inaczej w państwach Orientu.

Tytoń – nicotina tabacum – to roślina z rodziny psiankowatych, do których należy również poczciwy ziemniak i smaczny pomidor.  

Europejczycy palenia tytoniu nauczyli się od Indian (fajka pokoju) udoskonalając i modernizując przez wieki kształt fajki oraz wyszukując coraz to nowe materiały na nią.

Najpopularniejszymi fajkami były z drewna, z pianki morskiej i z porcelany.

Cybuchy, czyli ustniki (pełniące także funkcję filtrów i chłodnic dymu) były różnej wielkości; od zupełnie krótkich do tak długich, że sięgały do ziemi.

Cygaro i papieros pojawiły się później.                                                                                                                                                                          

Tytoń w Europie był używany w trojaki sposób, tzn. palono go (fajki, papierosy, cygara), żuto (prymki) i niuchano (tabaka).

Z czasem zaniechano (z przyczyn estetycznych) żucia oraz niuchania.

Za to niebywałą karierę zrobił papieros, zrazu skręcany osobiście a potem kupowany gotowy w bardziej lub mniej ozdobnych paczkach.                                                                                                                                                                            

Nie wiadomo skąd do Polski zawędrował tytoń. Hipotezy są dwie.

Mógł przybyć z Anglii, która była królową mórz a więc i handlu zamorskiego oraz z Turcji, z którą mieliśmy rozliczne kontakty dyplomatyczne, handlowe i militarne.

Z tych krajów tytoń sprowadzano gotowy do użycia.                                                     

Pierwsze sadzonki tytoniu pojawiły się w Polsce na dworze Anny Jagiellonki, dla której przywiózł je z Turcji poseł polski Jakub Uchański.

Zrazu nazywano tytoń tabaką, dopiero potem, zapożyczając z języka tureckiego tatium, zmieniono na tytuń a później na tytoń.

Należy dodać, że z języka tureckiego przenikło wiele więcej słów związanych z paleniem tytoniu.

Turcykami są słowa: lulka, kapciuch i cybuch.

Nie przyjęły się za to bliskowschodnie nargile czyli fajka z filtrem wodnym.

Moda palenia tytoniu spotkała się w Polsce z różnym przyjęciem.

Niektórzy, ulegając modzie, palili przez snobizm, inni starali się zohydzić cudzoziemski obyczaj.

Ariański działacz Jerzy Szlichting pisał: „Niechaj cię pies używa tabako smrodliwa” a znany poeta Bartłomiej Zimorowic proroczo przestrzegał: „Jako gdy kto tabaką dymną mózg podkurzy,                                                                                                                

Że się mu rozum zaćmi, fantazja zaburzy”.                                                                                                                                   

Mimo krytyk, ofensywny tytoń zdobywał coraz większe rzesze zwolenników, aż zawędrował z dworów na wieś.                                                                                                                                                                                                       

Długi czas palenie tytoniu było li tylko domeną mężczyzn.

Nawet na wykwintnych przyjęciach mężczyźni, chcąc zapalić fajkę, papierosa lub cygara, udawali się do wydzielonych miejsc, przywdziewając uprzednio specjalne marynarki, zwane smokingami z gładkimi, lśniącymi klapami, aby spadający popiół można było swobodnie strzepać z ubrania.

Męski monopol na palenie zburzyła dziewiętnastowieczna sawantka i ekscentryczka, francuska pisarka i muza Chopina George Sand. Palenie stało się powszechne.

Epizodycznie w XVIII w. nastała moda na zażywanie tabaki.

Zażywali ją nie tylko w obozach żołnierskich, ale także na dworach szlacheckich, salonach arystokratycznych a nawet w kuriach biskupich (namiętnym niuchaczem tabaki był bp. Adam Naruszewicz).

Obecnie niuchanie tabaki przetrwało w Polsce tylko na rybackich Kaszubach.                                                                                                                                                                             

Przejściową modą było żucie tytoniu sprasowanego w tzw. prymki.

Zwyczaj ten nie przyjął się w wyższych sferach, gdyż powodował nadmierne wydzielanie śliny, którą należało wypluwać, co było nieestetyczne i krępujące.

Za to prymki były popularne wśród robotników ciężko pracujących, którzy mogli pluć do woli nie obrażając nikogo.                                                                                                                                                                       

Największą karierę zrobił papieros, który zdystansował pracochłonną fajkę oraz pretensjonalne cygaro.

Wprawdzie fajka mniej szkodzi, ale za to wymaga przy użyciu więcej czasu.

Trzeba ją wypalić, a potem nabijać, rozbierać, czyścić.

Z kolei cygaro potrzebuje zabiegów ogrzewania go oraz specjalnej gilotynki do obcinania końcówek.

Prosty i łatwy w użyciu papieros stał się najbardziej demokratyczny, gdyż zrównał wszystkich bez względu na pochodzenie, religię, płeć itp.

Lata tuż powojenne można bez błędu nazwać latami największego tryumfu papierosa.

Z czasem (szczególnie w Ameryce i Europie Zachodniej) zaczęto dostrzegać zgubne skutki palenia tytoniu.

W Polsce oficjalnie także prowadziło się propagandę antynikotynową, ale to nie przeszkadzało, że produkowało się coraz więcej, niekoniecznie nisko nikotynowych papierosów.

Palenie stało się tak popularne, że zawładnęło biurami, przedszkolami, szkołami a nawet przychodniami i szpitalami.

Nietolerancyjni palacze zatruwali powietrze kolegom w pracy a nawet dzieciom i niemowlętom w domu.

Aż przyszła (oczywiście też z Zachodu) antymoda na palenie.

Na Zachodzie palenie w obecności drugiej osoby jest oznaką złego wychowania, prostactwa i nieobycia towarzyskiego.

Jest także powodem interwencji służb porządkowych, gdy się to dzieje w miejscach publicznych.

Powoli antymoda na palenie tytoniu przychodzi również do Polski. I dobrze.

Franciszek Rusak

')

Ta strona używa plików cookies, zapisywanych i odczytywanych z Twojego urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Wszystkie szczegóły na ten temat znajdziesz w naszej Polityce Prywatności